
Dlaczego inwestorzy nie chcą sprzedawać stratnych pozycji?
Dlaczego inwestorzy nie chcą sprzedawać stratnych pozycji? To jedno z najczęstszych pytań, jakie pojawiają się zarówno wśród początkujących, jak i bardziej doświadczonych uczestników rynku. Teoretycznie decyzja powinna być prosta: jeżeli inwestycja przestała spełniać nasze założenia, należy ją zamknąć i przeznaczyć kapitał na lepszą okazję. W praktyce emocje często przejmują kontrolę nad racjonalnym procesem decyzyjnym.
Inwestor zaczyna wtedy myśleć: „Jeszcze trochę poczekam”, „Cena przecież kiedyś wróci”, „Nie sprzedam ze stratą” albo „Skoro już tyle straciłem, nie ma sensu teraz wychodzić”. Problem polega na tym, że rynek nie wie, po jakiej cenie dokonaliśmy zakupu i nie ma obowiązku powrotu do naszego poziomu wejścia.
Trudność w zamykaniu stratnych pozycji nie wynika więc wyłącznie z braku wiedzy. Bardzo często jest konsekwencją mechanizmów psychologicznych, które wpływają na sposób postrzegania pieniędzy, ryzyka i własnych decyzji.
Dlaczego tak trudno zaakceptować stratę?
Jednym z podstawowych powodów jest awersja do straty. Ludzie zazwyczaj odczuwają stratę silniej niż satysfakcję z uzyskania podobnego zysku. Utrata 1000 zł może więc psychologicznie boleć bardziej, niż cieszy potencjalna możliwość zarobienia kolejnych 1000 zł.
Na rynku kryptowalut problem ten może być szczególnie widoczny. Ceny potrafią zmieniać się bardzo szybko, a inwestor może w ciągu kilku godzin zobaczyć na swoim rachunku wynik, który wcześniej wydawał mu się niemożliwy.
Załóżmy, że ktoś kupił token za 5000 zł. Po kilku dniach jego pozycja jest warta 3500 zł. Inwestor widzi stratę 1500 zł i zaczyna myśleć o tym, jak bardzo nie chce jej „zrealizować”.
Tymczasem ekonomicznie sytuacja wygląda inaczej. Jego kapitał wynosi obecnie około 3500 zł. To właśnie tę kwotę powinien oceniać z perspektywy kolejnej decyzji, a nie traktować pierwotnych 5000 zł jako kwoty, do której rynek koniecznie musi wrócić.
Czy „nie sprzedam, dopóki nie wyjdę na zero” ma sens?
To jedno z najbardziej zdradliwych przekonań inwestora.
Załóżmy, że kupiliśmy aktywo za 10 000 zł, a jego wartość spadła do 6000 zł. Pojawia się myśl: „Nie sprzedam, bo wtedy strata wyniesie 4000 zł. Poczekam, aż cena wróci do 10 000 zł”.
Problem polega na tym, że poziom 10 000 zł ma znaczenie wyłącznie dla nas. Rynek go nie zna.
Jeżeli dzisiaj mamy 6000 zł i możemy zdecydować, co z nimi zrobić, powinniśmy zapytać:
„Czy gdybym miał dziś 6000 zł w gotówce, kupiłbym za nie dokładnie to samo aktywo?”
Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, trzymanie pozycji wyłącznie dlatego, że kiedyś kosztowała 10 000 zł może być przykładem przywiązania do ceny zakupu zamiast do aktualnej sytuacji rynkowej.
Czym jest efekt utopionych kosztów?
Jednym z mechanizmów utrudniających zamknięcie stratnej inwestycji jest efekt utopionych kosztów. Polega on na tym, że wcześniejsze nakłady wpływają na nasze obecne decyzje, mimo że tych nakładów nie możemy już odzyskać.
Wyobraźmy sobie inwestora, który poświęcił wiele godzin na analizę projektu, przeczytał dokumentację, śledził zespół i obserwował społeczność. Kupił token, a następnie projekt zaczął tracić na wartości.
Im więcej czasu i pieniędzy zainwestował, tym trudniej może być mu przyznać, że pierwotna decyzja była błędna.
Może więc pojawić się myśl:
„Tyle czasu już na to poświęciłem. Nie będę teraz sprzedawał.”
Ale czas i pieniądze już zostały wykorzystane. Pytanie powinno dotyczyć tego, czy dalsze utrzymywanie pozycji ma sens z punktu widzenia obecnej sytuacji.
Czy nadzieja może być niebezpieczna dla inwestora?
Tak, szczególnie gdy nadzieja zastępuje analizę.
Po dużym spadku inwestor często zaczyna szukać informacji potwierdzających, że cena wkrótce odbije. Czyta pozytywne komentarze, obserwuje optymistyczne wpisy w mediach społecznościowych i skupia się na pojedynczych wiadomościach sugerujących możliwość wzrostu.
Jednocześnie może ignorować informacje negatywne.
To przykład efektu potwierdzenia. Człowiek chętniej zauważa informacje zgodne z jego wcześniejszym przekonaniem, a pomija te, które mu przeczą.
W przypadku kryptowalut może to wyglądać bardzo prosto:
- token spadł o 70%,
- projekt ma coraz mniejszą aktywność,
- płynność jest niska,
- część inwestorów zaczyna sprzedawać,
- ale pojawia się jeden pozytywny post zespołu.
Inwestor skupia się właśnie na tym jednym komunikacie i uznaje go za powód do dalszego trzymania pozycji.
Problemem nie jest nadzieja sama w sobie. Problem pojawia się wtedy, gdy zastępuje ona analizę faktów.
Dlaczego inwestorzy dokupują aktywa, które tracą na wartości?
Dokupowanie aktywa po spadku nie musi być błędem. W określonych strategiach może być świadomym elementem zarządzania pozycją.
Niebezpieczna jest natomiast sytuacja, w której inwestor dokupuje wyłącznie dlatego, że chce „odrobić stratę”.
Przykład:
Inwestor kupił aktywo za 10 000 zł. Jego wartość spadła do 5000 zł. Dokupuje więc kolejne 5000 zł, ponieważ chce obniżyć średnią cenę zakupu.
Jeżeli aktywo nadal będzie spadać, inwestor nie rozwiązał problemu. Po prostu zwiększył zaangażowany kapitał.
Dlatego przed dokupieniem warto odpowiedzieć na pytanie:
„Czy dokupuję dlatego, że moja analiza nadal wskazuje na atrakcyjność tego aktywa, czy dlatego, że chcę odzyskać wcześniejsze pieniądze?”
To dwie zupełnie różne sytuacje.
Jak rozpoznać, że trzymamy pozycję tylko z nadziei?
Pomocne może być zadanie sobie kilku niewygodnych pytań.
- Czy kupiłbym to aktywo dzisiaj za obecną cenę?
- Czy moja pierwotna teza inwestycyjna nadal jest aktualna?
- Czy pojawiły się nowe informacje, które zmieniają ocenę projektu?
- Czy potrafię wskazać konkretny powód, dla którego nadal trzymam tę pozycję?
- Czy jedynym argumentem jest „muszę poczekać, aż wyjdę na zero”?
Jeżeli ostatnia odpowiedź brzmi „tak”, warto zatrzymać się i ponownie przeanalizować inwestycję.
Czy sprzedaż ze stratą zawsze jest dobrą decyzją?
Nie.
Sama strata nie jest wystarczającym powodem do sprzedaży. Rynek może czasowo poruszać się przeciwko inwestorowi, a pierwotna teza może nadal pozostawać aktualna.
Przykładowo inwestor długoterminowy może zaakceptować okresowe spadki ceny aktywa, jeżeli jego strategia zakłada wieloletni horyzont, a podstawowe założenia inwestycji nie uległy zmianie.
Dlatego nie chodzi o stworzenie zasady:
„Każdą stratną pozycję trzeba natychmiast sprzedać”.
Znacznie bardziej użyteczna zasada brzmi:
„Każdą stratną pozycję trzeba ponownie przeanalizować.”
Dopiero później można zdecydować, czy ją utrzymać, zmniejszyć, zamknąć albo — w określonych przypadkach — zwiększyć.
Jak przygotować się na stratę jeszcze przed zakupem?
Najlepszym momentem na określenie reakcji na stratę jest czas, kiedy jeszcze jej nie odczuwamy.
Przed zakupem można określić:
- dlaczego kupujemy dane aktywo,
- jaki jest horyzont inwestycji,
- jakie wydarzenia podważyłyby naszą tezę,
- jak dużą część portfela stanowi inwestycja,
- jakie ryzyko jesteśmy gotowi zaakceptować.
Warto również zapisać pierwotne założenia. Po kilku tygodniach czy miesiącach można wtedy wrócić do notatek i sprawdzić, czy rzeczywiście zmieniła się sytuacja, czy tylko zmieniła się cena.
To bardzo ważne rozróżnienie.
Co zrobić, kiedy emocje utrudniają podjęcie decyzji?
Jednym z najlepszych sposobów jest stworzenie procedury, która ogranicza wpływ emocji.
Zamiast podejmować decyzję podczas gwałtownego ruchu ceny, można zrobić przerwę i wrócić do własnych założeń inwestycyjnych.
Pomocne może być również prowadzenie dziennika inwestycyjnego. Nie musi być skomplikowany. Wystarczy zapisać datę zakupu, powód wejścia w pozycję, najważniejsze założenia oraz warunki, które mogłyby doprowadzić do jej zamknięcia.
Dzięki temu inwestor nie musi za każdym razem tworzyć całej analizy od początku. Może sprawdzić, czy rzeczywistość nadal odpowiada jego pierwotnym założeniom.
Czego początkujący inwestor powinien nauczyć się o stratach?
Najważniejsza lekcja jest prosta: cena zakupu nie jest argumentem przemawiającym za przyszłym wzrostem ceny.
Rynek nie ma obowiązku zwrócić inwestorowi pieniędzy tylko dlatego, że wcześniej kupił aktywo drożej.
Dlatego zamiast myśleć:
„Muszę poczekać, aż wrócę do poziomu wejścia”,
lepiej myśleć:
„Czy przy obecnej cenie i obecnych informacjach nadal chcę posiadać to aktywo?”
Ta zmiana sposobu myślenia może być bardzo trudna, ale jednocześnie niezwykle cenna.
Co warto zapamiętać?
Niechęć do zamykania stratnych pozycji jest naturalnym zjawiskiem. Wynika między innymi z awersji do straty, efektu utopionych kosztów, przywiązania do ceny zakupu, nadziei na odbicie oraz potrzeby udowodnienia sobie, że wcześniejsza decyzja była słuszna.
Problem pojawia się wtedy, gdy emocje zaczynają zastępować analizę.
Sprzedaż ze stratą nie zawsze oznacza, że inwestor popełnił błąd. Czasami może być świadomym sposobem ograniczenia ryzyka i uwolnienia kapitału. Z kolei trzymanie aktywa tylko dlatego, że „musi wrócić do ceny zakupu”, może prowadzić do jeszcze większych problemów.
Najważniejsze jest więc nie unikanie każdej straty, lecz umiejętność odróżnienia świadomie zaakceptowanego ryzyka od pozycji utrzymywanej wyłącznie przez emocje.
Inwestowanie nie polega na tym, żeby zawsze mieć rację. Polega na tym, żeby błędne decyzje nie kosztowały więcej, niż jesteśmy w stanie zaakceptować, a dobre decyzje miały przestrzeń, aby przynieść oczekiwany rezultat.